Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gry karciane. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gry karciane. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 października 2015

Dixit wspomnienia

Wyszedł nowy, długo oczekiwany Dixit! Cudny prezent urodzinowy, który sama sobie zrobiłam i właśnie trafił do moich rąk. Nowe karty są bajecznie piękne, kolejnych 84 do wieży dixitowej. A żeby narobić trochę apetytu przedstawiam niektóre z nich. Moje propozycje haseł... - zgadnijcie do których? :)
- Transformers
- Honor Harington
- Maskarada
- Festiwal Chopinowski 
- Cedynia
- Powrót do przyszłości
- Sulejman Wspaniały
- W pogoni za porankiem...

Oczywiście skojarzeń może być 1001 więcej, niemniej nie mogę się już doczekać nowej dixitowej rozgrywki.


czwartek, 12 marca 2015

Stwórz sobie komiks

Nowa gra, która mnie zachwyciła... nie tylko pod względem towarzyskim (obok Dixita, Party Time, Konceptu i innych), ale też jako pomoc dydaktyczna, podczas nauki angielskiego, jak i każdego innego języka - piękne ilustracje, dające szerokie spektrum możliwości skojarzeń i opowieści.


Komiks pozwala na tworzenie opowieści poprzez układanie kolejnych kart kadrów tak, aby by powstała pełna strona komiksu. Każdy z graczy dostaje do ręki 12 dwustronnych kart i w ograniczonym czasie musi do nich wymyślić historyjkę na zadany (lub wylosowany) temat.


Przykładowa historia, zapodana przez Rebel... 
Temat: Nieprzespana noc
"Był chłodny, jesienny poranek, a detektyw wyglądał przez okno swojego biura na 36 piętrze. W dłoni trzymał opróżnioną już szklankę, a w popielniczce dogasał kolejny niedopalony papieros. Miał podkrążone oczy i widać po nim było, że nie dane mu było zmrużyć oka tej nocy. Z zadumy wyrwał go widok sznura przelatujących gęsi.
- Wiem! - wykrzyknął.
- To ona go otruła, kobieta w orlej masce, jego konkubina!"


Można się więc zastanowić jaką historię najlepiej zaprezentować? Przygodową? Kryminalną? Horror? Romans? A może SF? Opowieść może być zabawna, straszna, ekscytująca albo wzruszająca... wybór należy do opowiadającego. Trzeba jednak pamiętać o kilku rzeczach: treść historii powinna dobrze pasować do tematu i zostanie oceniona przez innych graczy... a ten, kto zdobędzie najwięcej punków, wygra! Chociaż, tak naprawdę, czy chodzi o zdobywanie punktów? Czy o ciekawą zabawę i mile spędzony czas? W żadnej z gier nie przywiązuję szczególnej uwagi do punktów zwycięstwa (no może oprócz canasty), ale do emocji, które towarzyszą danej grze, i które ona wyzwala - jak i do towarzystwa, z którym można w dane gry grać. A kto wygra? To sprawa drugorzędna...


Dla tych jednak, którzy idą standardowym trybem - po ułożeniu kart następuje prezentacja stworzonych historii, a następnie ich ocena, podczas której nagradza się te najbardziej pomysłowe, emocjonujące i najlepiej ułożone.


W grze może wziąć udział jednocześnie do dziesięciu osób. Rozgrywka posiada dwa warianty, zależne od liczby graczy: solowy i drużynowy.





Uwaga! Wcale nie ten, kto opowiada najlepsze historie wygrywa! Punkty przyznawane są nie tylko za otrzymanie głosów na własną historię, ale też za dobre zagłosowanie, podobnie jak w grze Dixit - oczywiście jeśli dalej bawimy się w punkty zwycięstwa! :)


Zawartość pudełka:
  • 5 plansz Stron Komiksu
  • (1 dla każdego gracza/drużyny)
  • 150 kart Kadrów
  • 10 żetonów Punktacji
  • 10 żetonów Postaci
  • 50 żetonów Oceny (5 dla każdego gracza)
  • 21 żetonów Marudy
  • 1 klepsydra (90 sekundowa)
  • 1 instrukcja

piątek, 6 marca 2015

Mamy szpiega!

Gra owa została szumnie zapowiedziana przez wydawnictwo, aczkolwiek jeszcze nie została wydana. Okładka zaś wyglądać będzie tak:


Dlaczego więc mówię o tej grze i zachwycam się nią? Amerykańska myśl techniczna (lub jakaś innokrajowa) opracowała opcję gry na tablety, smartfony itp. Wprawdzie gra wówczas jest nieco uproszczona - nie ma poglądowych kart, ale w niczym to nie przeszkadza, by ludzie z bogatą wyobraźnią zasiedli do rozgrywki. Każdy sprawdza swój "przydział" pod własnym imieniem, przygotowuje się do gry, jedna z rozgrywających osób jest szpiegiem, jednak musi zachować pokerową twarz i nie zdradzić się ani miną, ani niepotrzebnym słowem... chyba że jest pewna lokalizacji i chce zagrać va banque.

No dobrze, a jak już będziemy mieć karty? Partia „Mamy szpiega!” składa się z kilku krótkich rund. Podczas każdej rundy gracze otrzymują karty z prezentacją miejsca, w którym się aktualnie znajdują... wszyscy, poza jednym, który jest szpiegiem! Od tego momentu celem graczy jest prowadzenie rozmowy i zadawanie sobie wzajemnie pytań. Agenci próbują zdemaskować szpiega, a szpieg ze wszystkich sił stara się pozostać nieodkryty dopóki z padających dookoła pytań i odpowiedzi nie wydedukuje, w jakim miejscu wszyscy się znajdują. 



Celem szpiega jest uniknięcie wykrycia przed końcem rundy albo ustalenie obecnego miejsca pobytu graczy. Celem pozostałych graczy jest ustalenie tożsamości szpiega i zdemaskowanie go. 

Agenci muszą w niejasny sposób dawać współgraczom do zrozumienia, że wiedzą, gdzie się znajdują, aby udowodnić, że sami nie są szpiegami. Jeśli agenci oskarżą niewinnego o bycie szpiegiem - przegrywają.

Zawartość pudełka:
  • 240 kart (30 talii po 8 kart każda)
  • 30 woreczków strunowych
  • instrukcja

 

Przykładowe zestawy pytań i odpowiedzi, które rozgrywaliśmy:

W - Spięty czy wyluzowany?
G - Przez większość czasu spięty.
G - Czysto czy brudno?
A - Lśni.
A - W jakim stanie jest sprzęt?
R - Raczej kiepskim.
R - Byłeś ostatnio na mieście?
W - Od pewnego czasu nie.
W - Dużo ludzi się przewinęło?
A - Jakaś trzydziestka...
A - A ładnie to tak nie pracować, tylko pisać maile?
R - Moja sytuacja i tak jest bardzo kiepska.
R - Przyzwyczaiłeś się już do tego trybu życia?
W - Wciąż mam pewien problem.
W - Wychodziłeś dziś na zewnątrz?
G - Moja praca wymaga, żeby wychodzić, ale przez większość czasu siedzę wewnątrz.
G - Masz wygodne łóżko?
R - Nie, jest okropne.

I co? Czy ktoś wpadł na to, że miejscem, w którym się znajdujemy jest baza wojskowa? Szpieg też miał z tym pewien problem. Wprawdzie sama będąc oficerem (A) podejrzewałam w pewnym momencie R, później jednak okazało się, że przypadła mu w udziale rola dezertera, więc zachwycony być nie musiał. Można stawiać ostrożne, sondażowe pytania lub też udzielać wymijających odpowiedzi, ale od razu wtedy można zostać podejrzanym o szpiegostwo. Z ok. 30 lokalizacji podanych zwykle po kilku pytaniach można połowę odrzucić, zawsze jednak zostaje 4 czy 5, które pasują do udzielanych odpowiedzi. Trzeba odsunąć od siebie podejrzenia i wyłapać szybko szpiega.

R - Często podróżujesz?
G - Tak.
G - Czy wywyższasz się nad innymi?
A - Zależy co masz na myśli.
A - Nie rozmazał mi się cień?
W - Wszystko jest ok.
W - Ludzie cię otaczający są męczący czy w porządku?
R - Są w porządku.
R - Co dziś jadłaś na lunch?
A - Lekką sałatkę.
A - Czy uważasz, że romans w pracy jest do przyjęcia?
G - Raczej nie, ale w tej branży nie zdziwiłbym się, jeśli by się zdarzył.
G - Jaki zapach najczęściej czujesz? Popcorn? Morze czy spaliny?
W - Żaden z powyższych.
W - Nie za mało ruchu?
A - Może za mało... może nie za mało, ale lubię czasem poćwiczyć na siłowni.
A - Lubisz robić zdjęcia w pracy?
G - Moja praca jest mało ciekawa, ale jak jestem tutaj, to robię...

Naszą lokalizacją był... samolot. A - stewardesa, G - pasażer I klasy, R - co-pilot, W - szpieg. :) Trzeba przyznać, że zachował zimną krew przy pytaniu o zapachy.

W - Zadowolony z zarobków?
R - Mogłyby być lepsze.
R - Czy to jest praca, o której marzyłeś?
G - Jestem studentem, tak sobie tylko dorabiam, w przyszłości będę pracował w zawodzie.
G - Nie bolą cię nogi albo tyłek?
A - A chcesz rozmasować?
A - Szykuje się nam jakiś bonus pod koniec miesiąca?
W - Któż to wie? Ja tego nie wiem.
W - Co dziś jadłeś?
R - Dziś zjadłem na miejscu, to co zawsze.
R - Jakbyś opisała swoją pracę na randce?
A - Będąc na randce, zajęłabym się ciekawszymi rzeczami niż opisywaniem nudnej pracy.
A - Czy widziałeś już grafik na przyszły miesiąc?
G - Tak, znowu trafiły mi się trzy nocki.
G - Coś mi kiepsko idzie w pracy. Co powinienem lepiej zrobić?
W - Skoncentrować się, nie dać się rozpraszać otoczeniu.
W - Czego najczęściej używasz w pracy?
A - Sprzętów elektronicznych.
A - Gdzie dziś zaparkowałeś samochód?
R - Na parkingu, przed naszą pracą.

Tym razem szpiegiem byłam ja (A). Kiedy już byłam pewna, że to chyba chodzi o restaurację, G powalił mnie odpowiedzią o trzy nocki w grafiku. Więc może nocna zmiana w supermarkecie i układanie na półkach? Podpadłam reszcie odpowiedzią o używanie sprzętów elektronicznych. Stwierdziłam, że przecież mogę siedzieć na kasie w sklepie albo w restauracji. Ten numer jednak nie przeszedł i szpieg został zdemaskowany. W był klientem więc niewiele mógł wiedzieć o bonusach do pensji, a G hostessą.

Odgrywanie ról jest na pewno ciekawym urozmaiceniem, ale może też trochę mylić zarówno szpiega, jak i pozostałych uczestników. Zwłaszcza jak ktoś otrzyma nietypową rolę - dezertera w bazie wojskowej czy uchodźcy w ambasadzie. Można też pominąć ten aspekt, czy będzie lepiej? Spróbuje się następnym razem, niemniej grę serdecznie polecam! :)

poniedziałek, 9 lutego 2015

Cytadela

Cytadela to bardzo przyjemna gra karciana, która niestety była u mnie kilka lat "półkownikiem", czekając w Boardgames Tower na lepsze czasy. W końcu, pierwszy raz zagrałam nie swoim egzemplarzem, ale... warto było... :) budowanie nierealnego średniowiecznego miasta - mmmrrr, do tego gra konkurencyjna - liczy się kto pierwszy utworzy miasto złożone z 8 dzielnic, więc nie ma miejsca na sentymenty... zmienność tożsamości jest dodatkowym atutem gry. Do tego jest kompaktowa i poręczna i można ją zabrać ze sobą praktycznie wszędzie.

Dobieranie nowych tożsamości z jednej strony ułatwia, z drugiej utrudnia grę. Ułatwia, bo jeśli za pierwszym razem dana profesja nam nie odpowiada, zawsze można sięgnąć po coś innego. Utrudnia, bo daje zmienne możliwości dotyczące budowy lub... niszczenia dzielnic.


Pudełko nie za duże, za to sporo kart: dwa zestawy kart tożsamości, karty poszczególnych dzielnic oraz złote monety i znacznik korony. Wszystko trzeba teraz dobrze potasować i voila! :)


Tożsamości są różne... i różne dają możliwości w danej rundzie. Zabójca typuje swoją przyszłą ofiarę... biskup przynosi dochody z niebieskich dzielnic, architekt może budować więcej niż jedną dzielnicę... generał może burzyć cudze dzielnice.. król... no cóż... król jest zazwyczaj na celowniku zabójcy i złodzieja, ale daje też pewne przywileje. 

Pierwsza osoba, która wybiera kartę tożsamości wie co zostanie dla innych, z każdą następną osobą pula możliwości się zmniejsza... aczkolwiek na stole pozostają zarówno nieodkryte jak i odkryte karty. Najwygodniej jeśli zabójca jest uziemiony na stole, daje to większe pole manewru... Mi jakoś często w udziale przypadał biskup... dodatkową monetą nie pogardzę, a co :)


Jest jeszcze alternatywna talia tożsamości... o nieco innych możliwościach, ale czemu by nie spróbować? :)


Karty dzielnic oznaczone są kolorami (najlepiej uzbierać dzielnice we wszystkich kolorach), po kilka z danego koloru, w lewym górnym rogu pokazany jest koszt postawienia danej dzielnicy. Tania dzielnica jednak to mniej punktów zwycięstwa w końcowym rozliczeniu.


Z zasady - nie można mieć dwóch identycznych dzielnic w danym kolorze, np. dwóch katedr, targowisk lub składów handlowych, chyba że posiada się specjalną kartę dającą takie możliwości...


Najciekawsze są karty fioletowego koloru. Dodatkowe informacje na nich zawarte dodają prawdziwego smaczku grze...
 

Niektórzy potrafią wykorzystać swoje atuty! Dzięki posiadaniu korony i sali balowej można wymuszać na innych graczach uśmiech i wdzięczne słowa: "dziękuję Ekscelencjo". Jeśli zapomnisz, cóż... twoja tura właśnie przeszła koło nosa...


Kiedy uda nam się zebrać wszystkie 8 dzielnic, wygraliśmy! Prawie... trzeba jeszcze podsumować wszystkie dodatkowe bonusy. :)

Zawartość pudełka:
  • 80 kart dzielnic (66+14)
  • 18 kart postaci
  • 8 kart pomocy
  • 30 żetonów złota
  • 1 pionek korony
  • instrukcja

Niektóre nagrody zebrane przez grę:
  • Finalista Najlepsza Rodzinna Gra Karciana według Games Magazine 2003
  • Finalista Deutscher SpielePreis 2000

sobota, 24 stycznia 2015

List miłosny

Owej gry sama nie posiadam, ale miałam przyjemność w nią zagrać. Wygrała ją Niebieska Smoczyca w konkursie rebelowym, ale ja grałam akurat w niemiecką wersję. I z chęcią powtórzyłabym partyjkę... do gry najlepiej potrzeba 4 osób.


Przekaż swój list księżniczce Annette i nie pozwól na to innym graczom. Mocne karty przynoszą szybką korzyść, ale czynią z ciebie cel. Z drugiej strony, poleganie zbyt długo na słabych kartach skończy się tym, że twój list wyląduje w kominku Księżniczki. List Miłosny to gra z gatunku dedukcji, ryzyka oraz szczęścia.

Wydawać by się mogło, cóż to za gra na kilkanaście kart? A jednak potrafi zachęcić i wywołać pozytywne emocje (bądź negatywne jeśli akurat odpadasz z gry). Na pewno trzeba trochę pokombinować i dokładnie liczyć co rzucali inni gracze, jakich kart się pozbywali i ile podobnych może jeszcze być w talii. No i najważniejsze... księżniczki trzeba bronić jak skarbu. Ma się znaleźć na ręce, w ostatecznej rozgrywce, a nie na stole. Niektóre karty determinują natychmiastowe działania, z innymi możemy blefować. Przy okazji przydałaby się pokerowa twarz. Trzeba zaskakiwać innych graczy i w miarę możliwości podglądać lub wymieniać z nimi karty. Niekiedy, ratując się przed odkryciem, trzeba też "opchnąć" komuś księżniczkę. Zawsze to ratuje skórę na kolejną rundę, a jak księżniczka kocha... to wróci. :P

 Zawartość pudełka:
  • 16 kart gry
  • 4 karty pomocy
  • instrukcja

czwartek, 4 grudnia 2014

Wiedźmowe karty

Mam być wiedźmą. Mam być wiedźmą z bagien. Mam być wiedźmą z bagien podczas LARP-u, na Stepach Pomorskich. A bycie wiedźmą zobowiązuje. Kociołek posiadam, kota posiadam (chociaż niestety Leon nie da się przetransportować na Stepy, poza tym jako kot z dużą przewagą białości, za bardzo "świeciłby się" na bagnach), jakiś weatherwaxowy kapelusz ponoć się znajdzie... przydałby się Nietoperz i inne akcesoria... ale to bliżej września.

Wygląda na to, że zwariowałam, ale zaczęłam się już przygotowywać. Dzięki mojej ulubionej amerykańskiej firmie (która w dodatku robiła różne dziwne jednodniowe bonusy z okazji BLACK FRIDAY) stworzyłam w ekspresowym tempie wiedźmową talię w liczbie kart 90. Praktycznie rzecz biorąc można będzie wróżyć z szerokiego spektrum tematów, w oparciu o średniowieczne obrazy, godzinki... brewiarze, kalendarze, ilustracje ksiąg wszelakich itp. itd. Wybranie 90 ilustracji nie było takie łatwe, ale starałam się sięgnąć do różnych dziedzin, tak żeby trochę odwzorować to, co medievalnego człowieka dotyczyło, ciekawiło, absorbowało i pochłaniało, czego się bał i co go kusiło... przedstawiam po kilka kart w danej dziedzinie, jak ktoś chce zobaczyć więcej, zapraszam. :)


Rewers kart jest jednakowy, paskudny święty Jerzy walczący z biednym smokiem... w tej wersji smok czerwony, a panna przed rycerzem (jakowaś księżniczka?) ma piękną suknię w odcieniu brudnego różu, z tipetami...

Karty są standardowej wielkości, nie wszystkie ilustracje miałam w odpowiednio dużej rozdzielczości, żeby wykonać karty wielkości kart tarotowych, ale jeszcze wszystko przede mną....


Motywy biblijne, starotestamentalne... a to ekhmmm wieloryb połyka Jonasza... Noe ma chyba jakąś witrażową arkę,  Eliasz wstępuje do nieba na wyjątkowo ognistym rydwanie... i drabina, która przyśniła się Jakubowi jest pełna aniołów... nie wspominając już o stworzeniu Ewy, Adam śpi jak zabity... :)

Motywy nowotestamentalne: te słodkie koniki i tęcza to nie parada równości na kucykach Pony a jeźdźcy apokalipsy. Intryguje mnie nieco ta czarna dziura... chyba że zostało ujęte zaćmienie słońca? A wokół jakiś eteryczny świat... pełen dusz? aniołów? Hmmm... trzech panów w łóżku, nie licząc anioła... nie, to nie jest trójkąt... to po prostu zmęczeni Trzej Królowie, którym przyśnił się anioł i kazał wracać do domu inną drogą... no i Matka Boska (specjalistką byłaby Panna Gronostaj - jakie ułożenie, na której ręce itp.) w niebieskiej sukni (ahhh ten cięższy do uzyskania barwnik...).


Odrobina bezeceństwa również wskazana... zamtuzy i łaźnie publiczne... kuszenie mnicha... zdradzanie męża, kiedy ów śpi tuż obok... noc poślubna... schadzki kochanków w ogrodzie.... działo się w średniowieczu, oj działo... i wcale nie było tylko: memento mori!


Odrobina życia codziennego... a to trzeba obrobić świnkę na zimę... a to przedstawić zimowe prace domowe... chociaż ostatnia karta właściwie przedstawia trzy Parki, Norny, whoever... ale jest kądziel, jest impreza :) no i błazen... a może tarotowy głupiec? W Polsce zwany był też wesołkiem. Charakterystycznym elementem stroju błazna była czapka o trzech rogach zakończonych dzwoneczkami - trzy rogi symbolizowały ośle uszy i ogon, przyczepiane przez błaznów we wcześniejszym okresie. Oprócz tego błazen charakteryzował się kolorowym strojem i specjalnym berłem z wyrzeźbioną głową na końcu.


Nie brakowało legend, mitów, opowieści... bestiariusze uginały się od różnych dziwnych stworzeń, często będących połączeniem kilku... transmutacja normalnie na 5 poziomie :) Są syreny (niektóre nawet skrzydlate), pojawia się Meluzyna... jakaś dziwna harpia, cerber czy krokodylo-smok... znajdzie się ich jeszcze więcej, od koloru do wyboru...


Męczennicy ciężkie mieli życie... albo smażenie na wolnym ogniu, wbijanie na pal... nakręcanie jelit na kołowrót, zabójstwo zbyt dużą ilością metalu... umierać można było na wiele sposobów, a pomysłowości i narzędzi miłowania bliźniego średniowiecznym oprawcom nie zabrakło...


Medycyna nieco się uwsteczniła, jeszcze w sumie raczkowała... ale udało mi się znaleźć kilka ciekawych ilustracji... no cóż... Czarna Śmierć zbierała swoje żniwo... ale jak widać równowaga musi w przyrodzie być, bo i nowe życie na świecie pokazane, przez cesarskie cięcie, ku mojemu zdziwieniu. Ciekawe tylko czy którekolwiek z pacjentów przeżyło, biorąc pod uwagę, że mycie rąk i odkażanie przed jakimikolwiek czynnościami było strasznie niepopularne... a jak ktoś sobie życzy, to i sekcja zwłok się znajdzie...

Walka nie była lekka...a i głowę stracić było można... nie mogłam sobie też odmówić Joanny D'Arc. :)


Diabelskie monstra zamieszkały w niejednej medievalnej księdze. Dla pouczenia? Przypomnienia? Fascynacji? Klasyczne diabły, różne demony, Baphomet i któryś z kolei krąg piekła, jeszcze nie nazwany... wybór jest dosyć duży...


Memento mori! Memento mori! Ewentualnie Danse Macabre... no cóż... nie można było i o tym zapomnieć...


Nie wiedzieć czemu ulubieńcami były króliki i małpy, aczkolwiek kotów też nie brakowało (niektóre nawet złożyły łapkową sygnaturę w księgach odciśniętą w inkauście). Króliki z reguły były bardzo montypatonowskie, krwiożercze... często albo ścinały głowy biednym ludziom albo usiłowały nawiązać bardzo bliskie relacje międzygatunkowe, a małpy jak to małpy, psociły ile się da...

Jak będzie okazja, postaram się dorobić jeszcze trochę kart. Można się zgodzić lub nie, ale są urzekające. :)

sobota, 15 listopada 2014

Festiwal Gramy - warsztaty

Długo oczekiwany festiwal gier planszowych i karcianek w końcu się odbył (dla chętnych: trwa jeszcze do niedzieli wieczorem). Z jednej strony możliwość zapoznania się (namacalnego) z ofertą wydawnictw planszówkowych, ewentualnego kupienia czegoś (chociaż może nie tym razem, ograniczyłam się do kilku kości), a nawet darmowego rozegrania, w ramach wypożyczalni gier, ponad 700 tytułów planszówek.

Niestety wisiało nad nami ograniczenie czasowe, jako iż zapisałyśmy się z Morgianą na warsztaty dla twórców planszówek (po doładowaniu wiedzą bonus +1000 do kreatywności). Pierwsze - wiedza od strony technicznej, drugie - kreatywność i proces wydania, trzecie - spotkanie z twórcą kultowej gry Dixit (a teraz epidemia zbiera żniwo w mojej pracy, gdyż Dixitowi po prostu nie idzie się oprzeć). Jest parę tematów do przemyślenia, zastanowienia, ulepszenia, a potem słowo trzeba wcielić w czyn. Nie mówiąc o fajnych dodatkowych gadżetach warsztatowych. :)


Powiedzenie: "Wąchaj moją kitę", powoli przechodzące do kanonu mogło zostać wygłoszone. Wpierw przodował niebieski królik (czyli ja), potem jakoś szast prast wygrał królik zielony.... a sam autor uplasował się na ostatniej pozycji...


Twórca gry - Jean Louis Roubira - bardzo skromny i sympatyczny człowiek, z zawodu psychiatra. Posiłkował się w stworzeniu kart poezją francuską, legendami i mitologiami, współpracował z różnymi ilustratorami... (widać zmianę po 3 części - większy symbolizm)...


Ekipa złożona z kilku przypadkowych osób zasiadła do rozgrywki. Czy muszę mówić, że wygrała Morgiana? :)


Dodatkowym akcesorium do stoiska był koszyczek pełen marchewek... w końcu graliśmy króliczkami...


Szybki wgląd w moje karty. Rzuciłam temat: The Piano ("Fortepian") - Ilustracja kobiety opadającej w głąb morza i tylko rybka przepływa przez "szkielet" sukni - nikt nie zgadł oprócz Jeana Louisa... :)


Takiej wielkości kartami ciekawie się tasuje...


temat rzucony przez autora: 3 minuty przed czasem... niestety nikt nie zgadł. Chodziło o niedogotowane jajka...


mój Dixit 5 się już podpisuje...


a tu już nowa ekipa czeka na rozgrywkę...


I mój egzemplarz z autografem autora... :)


Pomysłówka - ciekawa gra podobna do tradycyjnych wykreślanek (które zadaje uczniom w celu znalezienia słówek), tym razem w formacie maxi... ruchome koło odsłania kolejny wyraz... liczy się spostrzegawczość...


Każde stoisko warte odwiedzenia...


zastanawiałam się czy można wypatrzeć kogoś znajomego, jednak w tej ilości stolików to mission impossible...


gdyby się nie szło na warsztaty, można by było rozegrać jakąś planszówkę przy stole... stos gier leżały, 700 tytułów do wyboru...

dla każdego coś miłego...


Tu można było dostać fajne kości... przy zakupie 7 jedna gratis :)


Dostałam co prawda tylko dwie, ale długo polowane smocze kości (k6 i k10) no i nie mogłam się oprzeć różowej k10... przyda się do najbliższego RPG-u :)


Warsztaty prowadzone przez pracownika firmy Trefl pokazywały proces tworzenia gier od strony technicznej, niemniej jednak ważnej. Przynajmniej wiadomo jak oszczędzać na materiale i uniknąć strat w procesie produkcji. :)


rewelacyjne warsztaty prowadzone przez Macieja Jesionowskiego z firmy REBEL, przy okazji można było sobie uświadomić wiele rzeczy, które robiło się intuicyjnie... bądź nie zwracało na nie uwagi - bonus +1000 do kreatywności :) 


15 minut, ograniczone materiały pomocnicze, zadane techniki (kooperacja i limit czasowy) i trzeba było stworzyć... grę. Na szczęście co 4 głowy to nie jedna...


Na szczęście inni też się męczyli... :)


Świat jest mały... zawsze można spotkać gdzieś znajomego... i do tego dołączy do teamu :)


i jeszcze raz spotkanie z twórcą Dixita - wersje językowe: polsko-angielsko-francuska... przynajmniej cieszyłam się, że jednak tak wiele nie zapomniałam (gubiły mnie pojedyncze francuskie słówka)...


i ostatnie bonusy - Król Żab - gra (dla dzieci, ale niekoniecznie) po warsztatach treflowych i magnetyczna zakładka do książek po rozgrywce dixitowej...