niedziela, 23 lutego 2014

Ślubna poduszka żuławska

Jakiś czas temu zostałam poproszona o wyhaftowanie poduszki ślubnej na obrączki dla koleżanki. Nie byłoby to takie skomplikowane, ale ślub ma się odbyć w strojach żuławskich, ze wszystkimi akcentami ludowymi okolic, więc poduszka musiała być też odpowiednia.

Z informacji, które znalazłam wiadomo, iż ludowe stroje zdobione haftami, na Żuławach wyszły z użycia już w połowie XIX w. Bliskie sąsiedztwo Gdańska i chęć wzorowania się zamożnych Żuławiaków na mieszczanach spowodowały, że ludowa kultura poszła w zapomnienie. Bogaci chłopi chcieli żyć i ubierać się jak miejscy patrycjusze. Obecne formy strojów i hafty są więc raczej rekonstrukcją na bazie tego, co udało się zachować, a jednak haftów kociewskich i kaszubskich jest cała masa... żuławskich niekoniecznie.

Motywy w hafcie żuławskim są roślinne - bukiet wyrastający z barokowego koszyczka lub "drzewko życia" z doniczki, stylizowany owoc granatu z rozchylonymi łupinami lub rozbudowaną pleszką, czyli "koroną", tulipan ze stylizacją wielopłatkową, róża z promieniście ułożonymi płatkami, lejkowaty kwiat przypominający kształtem nerkę zbliżony w formie do goździka, modraka, mniszka lub palmy, stylizowany jaśmin podobny do fiołka alpejskiego, margaretki, stokrotki. Kolory: zielony, niebieski (tonacja jasna i ciemna), żółty, różowy (w różnych odcieniach), czerwony, wrzosowy, fioletowy, biały, jasnożółty.


Najpierw oczywiście wybór nici - cała tęcza kolorów, może tutaj wyglądają nieco krzykliwie, jednak wyhaftowane tworzą bardzo stonowany i pastelowy wzór.


Poszukiwania wzoru haftu żuławskiego wcale nie było takie łatwe... jednak dzięki Króliczce i przepastnym archiwum biblioteki PAN-u odpowiedni wzór się znalazł. Rekonstrukcja haftu żuławskiego na jednym ze strojów - rękawy damskiej koszuli - z której to skorzystałam. Moja poduszka była więc może ociupinkę asymetryczna. Tworzyłam wzór z zeskanowanej fotografii gotowego wyrobu, ale chyba nie było tak źle. Poszłam na drobne uproszczenia - nie użyłam czarnej nitki do obrysunku płatków róży i nie zrobiłam koszyczka na łodyżce, pozostawiając ją całą zieloną. Przyszłej Pannie Młodej się jednak podobała, a to najważniejsze! Voila!


Ahh, no i oczywiście wypadałoby nadmienić, że znalazłam środek przyspieszający haftowanie. Nie ma lepszego nastroju na haft jak oglądanie serialu Battlestar Galactica. Cała noc i cały dzień z serialem w dobrym towarzystwie i poduszka szast-prast gotowa. Weekendy to dobra rzecz. :)

środa, 19 lutego 2014

Racuchy jabłkowe z konfiturą żurawinową

Sam tytuł postu powoduje, że cieknie ślinka, a gotowe, usmażone racuszki to wprost poezja smaku. Potrzeba tak niewiele, 2 - 3 starte jabłka, mleko, drożdże, mąka, odrobinę soli, tzw. szczyptę :) cukier i olej... no i oczywiście trochę czasu pozostawić ciastu do wyrośnięcia i troszkę ciepła... patent okołokaloryferowy sprawdza się idealnie. Do tego odpowiedni akcent - konfitury żurawinowe z rodzimego rynku okazały się strzałem w dziesiątkę (zazwyczaj kupowałam nieco droższe, od naszych zachodnich sąsiadów). Jednocześnie słodkie, lekko kwaskowate i cierpkie, w połączeniu z gorącymi drożdżowymi racuchami - po prostu mniam. Do tego szybkie w przygotowaniu, pół godziny i obiad już prawie gotowy. :)


poniedziałek, 17 lutego 2014

Światowy Dzień Kota

Pamiętać należy nie tylko dziś, ale i każdego innego dnia roku o swojej i nie tylko swojej, ale o każdej innej słodkiej Kizi-Mizi... nie ważne czy to kocurek czy kotka, czy jest rasowy i rodowodowy czy stanowi futrzasto-rasową mieszankę międzykontynentalną... czy lubi wychodzić i zwiedzać świat czy też jest lwem kanapowym. Światowy Dzień Kota należy obchodzić uroczyście!

W tym roku nie startujemy w żadnych konkursach, nie potwierdzamy poprzez klikanie i like'owanie, że zasługujemy na miano Super-Kota Pomorza, ale przesyłamy życzenia dla wszystkich kotów, by znalazły swoje domy, w których będzie na nie czekać pełna miseczka, delikatna szczoteczka, kilka myszek do zabawy i zaciszny kącik do spania, w których nie będzie stresujących psów i rozkrzyczanych dzieci, a jeśli będą - to miłe i kotolubne.


Z radosnym miauu dla swoich towarzyszy i towarzyszek
na całym świecie - Leon


_______________________________ 

Światowy (Międzynarodowy) Dzień Kota (ang. World Cat Day, National Cat-Day, International Cat Day, wł. Giornata mondiale del gatto) – święto obchodzone corocznie 17 lutego we Włoszech (od 1990 r. ) i Polsce (od 2006 r.) mające podkreślić znaczenie kotów w życiu człowieka, niesienie pomocy wolno żyjącym i bezdomnym zwierzętom, które miały kiedyś dom, ale go straciły, a także uwrażliwienie ludzi na często trudny koci los.

sobota, 8 lutego 2014

W poszukiwaniu Smoka Gender

Smoków nigdy za wiele! Bardzo przyjemna smocza karcianka, przypominająca nieco układanie domino, chociaż mogłaby się zdawać grą dla dzieci, dorosłym potrafi przynieść też sporo atrakcji, zwłaszcza przy obniżonym poziomie koncentracji (granie grubo po północy) bądź wzmożonym poziomie abstrakcji... kiedy każdy chce innemu podłożyć kartą akcji świnię... to jest smoka. :)


Pojawiły się dziesiątki tysięcy lat temu. Potężne, dysponujące magicznymi mocami atakowały swoich przeciwników olbrzymimi pazurami i często używały ostrych jak brzytwy zębów. Jednak co ważniejsze, doskonale potrafiły oceniać wszystkie zagrożenia. Zawsze znajdowały właściwy moment, żeby pozbyć się niebezpiecznych wrogów. Mowa oczywiście o smokach.


Różnokolorowe karty smoków wykłada się po kolei na środku stołu, zaczynając od dołożenia do karty srebrnego smoka (który pd pewnymi warunkami może zmienić kolor). Wyróżniamy pięć kolorów smoków: czerwony, żółty, niebieski, zielony i czarny. Karty - na początku gry każdy ma trzy na ręce i dociąga kolejną na początku swojej tury - trzeba układać tak, aby pasowały do siebie kolorami. Ten, kto połączy w jeden ciąg siedem smoków w tym samym kolorze i jednocześnie będzie miał odpowiednią kartę celu (odpowiedni kolor smoka), wygrywa. Ale uwaga, przez zagranie kart akcji można spowodować, że karty celów nagle zmienią właścicieli, można wykorzystać karty akcji aby utrudnić przeciwnikom życie bądź ułatwić swoją wygraną. A po drodze, można otrzymywać bonusy za ułożenie kilku kart pasujących kolorem.


Jest jeszcze jeden tajemniczy smok... Tęczowy Smok, ani chybi Smok Gender (chociaż gra została wydana kilka lat temu, bez konotacji społeczno-obyczajowo-politycznych). Pełni funkcję Jokera i zastępuje dowolny kolor, wliczając się do puli układanego koloru. Prawda, że piękny?


Zawartość pudełka:
  • 51 kart smoków
  • 15 kart akcji
  • 5 kart celu
  • 1 karta srebrnego smoka
  • instrukcja

niedziela, 2 lutego 2014

Toy Wars

W oczekiwaniu na nowy "Pomnik...", tuż po "Pułapce Tesli", postanowiłam nie rozstawać się z panem Ziemiańskim. Toy Wars stało od jakiegoś czasu na półce i kusiło. Ponieważ zima w pełni, roboty mnóstwo, ale trzeba sobie jakoś czas podzielić, tym bardziej, że opis zaciekawiał: Toy story na ostro. Historia 21-letniej "Zabaweczki”. Psa wojny o zabójczym uroku Lolitki, wytrzymałości G. J. Jane a skuteczności Ripley i obcego ósmego pasażera Nostromo razem wziętych.  Z dowódcą o wdzięcznej ksywie Dante, Toy zgłębia kolejne kręgi ziemskich piekieł. Jest byłą narkomanką i prostytutką, która odziedziczy miliony, jeśli przez dziesięć lat utrzyma się z pracy prywatnego detektywa. Tylko kto zatrudni Marlowa o wyglądzie licealistki... Czekając na zlecenia, mieszka w biurze i żywi się kocim żarciem.


I jak tu nie przeczytać książki? Chociażby po to, żeby się dowiedzieć czy bohaterka wcinała Whiskas czy Kitekat? Niestety autor nie podaje... :( Akcja za to rozkręca się szybko, zdecydowanie szybko, czasami przelatuje przed oczami z prędkością pocisku karabinowego i ciężko ją ogarnąć, jak film na wielkim ekranie w 3D, ale dzieje się... oj... dzieje. Opis nie kłamał, stanowił jedynie przedsmak tego co będzie później czekać czytelnika. Kto pokochał "Autobahn nach Poznań", z pewnością polubi Toy. Widać pewne "koniki" autora... mnóstwo świetnych najemników, roznegliżowanych bohaterek i Mission Impossible, a żeby to jedna...

Toy generalnie miała w życiu przesrane... pobyt w sierocińcu, praca jako niewolnica-prostytutka dla Triad a potem bycie zwiadowcą w oddziale najemników... tak całkiem przez przypadek, bo w sumie nawet kocie żarcie się kończyło. Jednak, jak wiadomo, w życiu nie ma przypadków, a znajomości zawarte w ogniu walki często są trwalsze niż zaprawa murarska. Zamiast zginąć jako rekrut, okazała się całkiem przydatnym członkiem oddziału. Nie mówiąc o zwerbowaniu do swojego małego biura detektywistycznego ex-prostytutki z Księżyca i ex-zakonnicy tajemniczego bóstwa z kupy żelastwa dryfującego w kosmosie. Ale spokojnie, już wracamy na ziemię. Potem akcja się tylko zagęszcza i możemy być pewni, że decyzje, które podejmujemy tu i teraz mogą baaaaaaaardzo wpłynąć na naszą przyszłość. Po prostu dobrze jest mieć "swoich" ludzi w odpowiednim miejscu (o czasie nie wspominając). Sama Toy jest dość sprytna i wybitna (jak to wyśpiewywał Kabaret Otto), ale w połączeniu z Valkirią stanowi duet doskonały. Tylko czym do cholery jest Valkiria? Super-implantem? Grzybem pasożytniczym? Kawałkiem cthulhu? Prawdziwą walkirią, przenoszącą poległych do Walhalli? Kto będzie chciał dowie się sam. Wrażenia murowane. :)

sobota, 1 lutego 2014

Alegorie miesięcy - luty

Luty - nazwa miesiąca (wg Brücknera) pochodzi od określenia srogich mrozów (por. ukr. лютий, błr. люты). Dawniej używane były również nazwy sieczeń (por. ukr. січень i chorw. siječanj ‛styczeń’) lub strąpacz. Łacińska nazwa Februarius.


Godzinki Joanny Kastylijskiej, Brugia, 1496 – 1506 


Bracia Limbourg, Bardzo bogate godzinki księcia de Berry, 1412-1416



Bracia Limbourg, Belles Heures księcia de Berry, 1405–1408/1409


Jean Pucelle, Godzinki Jeanne d’Évreux, 1324–1328


Psałterz koloński, koniec XIII w.


Godzinki Ludwika XII, 1490


Godzinki Anny de Bretońskiej, ok. 1499-1514

 

 Jean Poyer, Godzinki Henryka VIII, ok. 1500 r. 


Grimani Breviary: Miesiąc Luty, pomiędzy 1490 a 1510, Biblioteca Marciana


Strona z kalendarza: Luty, artysta nieznany,
ok 1480 r. British Library



Da Costa Hours, Simon Bening, Brugia, ok. 1515 r.



Strona z kalendarza: Luty: Universiteitsbibliotheek Vrije Universiteit, ok. 1520 r.



The Golf Book, warsztat Simona Beninga, Brugia, ok. 1540 r.

 

Claude Audran: Mois grotesques, XVIII w. Universitätsbibliothek Salzburg

piątek, 24 stycznia 2014

Znak Starszych Bogów - Nieznane Siły

Nieznane siły to najnowszy dodatek do gry kościanej Znak Starszych Bogów, która przenosi graczy w świat Mitów Cthulhu, (znany z prozy H.P.Lovecrafta, podręczników do RPG-ów czy gier planszowych takich jak Horror w Arkham czy Posiadłość Szaleństwa).


Teraz wszystkie gazety w Arkham o tym piszą... Wieść krąży z ust do ust, mówią o tym wszędzie! Do Muzeum sprowadzono nową kolekcję niezwykłych eksponatów...


Dodatek Nieznane siły do gry Znak Starszych Bogów pozwoli urozmaicić rozgrywkę dzięki wprowadzeniu do gry nowych Przedwiecznych i Przygód. Pojawi się również wsparcie dla graczy w postaci kolejnych Badaczy, Sprzymierzeńców, Przedmiotów i Zaklęć i dwie nowe kości!


W ramach poprawek do zasad rozgrywki z gry zniknął arkusz Wejścia, który zastąpiły cztery specjalne karty Wejścia; pojawiły się też nowe miejsca i mechanizmy, z którymi będą zmagać się gracze. Znów nieznane siły będą zsyłać klątwy na zbyt odważnych Poszukiwaczy, jednak najwytrwalsi zdobędą nagrodę...

Skoro instrukcja jest już dobrze rozeznana, podstawy opanowane, można pokusić się o więcej przedwiecznych. Król Julian miałby radochę - tylu pradawnych bogów. :)

środa, 22 stycznia 2014

Zrozumieć kota.... - przypowieść 174

Let-me-in i let-me-out - dwie skrajne kocie postawy. Oczywiście jeśli tylko na horyzoncie pojawi się wróbel, gołąb lub sikorka, kot odczuwa silną potrzebę let-mi-outową. Wypuścić trzeba już, teraz, zaraz, natychmiast, albowiem inaczej nastąpi totalny chaos i Ragnarok. Nie wypuszczenie kota na dwór skutkuje zrzuconymi doniczkami z pelargoniami, zerwanymi firankami, podrapanym dywanem, bujaniem telewizora (przypominam: płaski LCD) i wielu innych przyjemnych rzeczy. Ok, pani wstaje: otwiera drzwi, wpuszcza Jacka Frosta do domu, wypuszcza kota na dwór.

Po jakiejś minucie czy dwóch następuje faza: let-mi-in. Zaczyna się od niemego miauczenia i żałosnego wyglądu z drugiej strony szyby (wymazanej okrutnie brudnymi kocimi łapskami). Pani udaje, że nie słyszy... zaczyna się miarowe bombardowanie szyby... szukanie innej drogi ucieczki. Kocie futro w końcu zajmuje powierzchnię obu okien, dwoi się i troi. Miauczenie narasta, no dobrze... pani łaskawie wpuszcza. Mija pięć minut. Nastąpiło ocieplenie klimatu, rozpoczyna się faza let-me-out....


Ok, żartowałem z tym świeżym powietrzem. Słońce co prawda przygrzewa jak w marcu, ale to -15 stopni robi wrażenie, futro mi zamarzło. Chcesz, żeby zaczęło wypadać kłaczkami?


Moja pani chyba ogłuchła! Ta szyba chyba nie jest zbrojona ani dźwiękoszczelna? Powinienem chyba zainwestować w diamenty na końcach pazurków, chociażby Svarowskiego...


O, samolot leci... to już czwarty w tej samej godzinie... że im się trasy nie pomylą... jak oni znajdują drogę w tej przestrzeni powietrznej? A może sobie też przypnę skrzydła i będę udawał kota Frigg?


Jak to leciało? Sezamie otwórz się? Mellon? 


Let me in! Let me in! Zrobiło się chyba -25 stopni. Biało-różowo-czarna łapa mówi ci: otwórz się!


A teraz możesz mnie pocałować tam, gdzie kończy się kuweta... nigdzie się nie ruszam...

poniedziałek, 20 stycznia 2014

Pułapka Tesli

Kilka dni temu zachwycałam się nową książką Andrzeja Pilipiuka, teraz zastanawiam się, która książka podoba mi się bardziej... W końcu sięgnęłam po nowy zbiór opowiadań Andrzeja Ziemiańskiego (przy okazji, za dwa tygodnie będzie nowy tom Pomnika Cesarzowej Achai). Już sam tytuł intryguje, jako iż do samego Nicola Tesli mam sentyment. Wnętrze okazało się jeszcze bardziej ciekawe.

Zacytuję tu opis z okładki: "Ziemiański jak trójkąt bermudzki po raz kolejny wciąga czytelnika w swoje historie. Bawi się jego wiedzą i niewiedzą o świecie. Dużo w tym wszystkim Wrocławia, miasta, które zdawałoby się dobrze znamy, a jednak poznajemy na nowo trzymając się śladów Autora. Tutaj czas nie ma granic i ram. Gdzieś w tle przechadza się Amy Winehouse. Lars Ericsson poszukuje partnerów w dalekiej Japonii, a Nikola Tesla próbuje walczyć o swoje patenty z Bellem i Edisonem. Prawdziwe testosteron story z intrygującą pułapką w tle.", ale to pikuś...


Opowiadania nie są jednakowe pod względem objętości, każde ma jednak swoje przesłanie, są więc i duchy i podróże w czasie (a może tylko podróże astralne? - ciekawostka dla zainteresowanych tematem) i polskie "Milczenie owiec" z IKEĄ w tle... dowiadujemy się, że fale radiowe mają istotnie wielką moc... a przyszłość jest tak zdeterminowana przez przepowiednie, na ile na to pozwolimy. Znając to co będzie, możemy postąpić zgodnie z tym co zostało przepowiedziane, albo stworzyć całkiem nową, alternatywną przyszłość... no i last, but not least, i Polska ma swojego House'a, który w dodatku wcale nie musi być lekarzem. :) Czytać, czytać, choćby do rana!

niedziela, 19 stycznia 2014

Koło Gospodyń Miejskich

Koło Gospodyń Miejskich - rozciągające się od morza aż po teren Żuław... od Gdyni, poprzez Gdańsk po Pruszcz, łączy przyjemne z pożytecznym - jest to zarówno miłe spotkanie w gronie znajomych jak i daje możliwość popracowania nad różnymi niedokończonymi, bądź dopiero co zaczętymi sprawami. Może to być biżuteria, fragmenty odzieży lub jakiś inny drobiazg. Kiedy za oknem wyje wiatr, leżą zaspy śniegu, nie ma to jak spotkać się w znajomym gronie...

  
Nowa piękna biżuteria frywolitkowa się tworzy...


 Coś przydatnego... średniowiecznego...


Na naukę przędzenia nigdy nie jest za późno... 


Miłe rozmowy, a druty same pracują... efekt widać po kilkudziesięciu minutach...


A nowy podusznik nabiera konkretniejszych kształtów... tj. kolorów...